Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Samopoczucie mamy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Samopoczucie mamy. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 12 stycznia 2014

6 miesięcy - podsumowanie pierwszej połowy roku


W 180 dni ...przez życie
To będzie osobiste podsumowanie, takie z przymrużeniem oka bez analizy etapów rozwoju dziecka, bardziej pod katem ja ja się czułam przez te pół roku. Gdy urodziłam pierwsze dziecko chciałam być idealna mama - dom musiał błyszczeć, wszystko równiutko poukładane, ubranka idealnie wyprasowane, butelki i smoczki ciągle wyparzane itp. Przy drugim dziecku moim celem stało się wygospodarowanie czasu na wspólne zabawy z dziećmi  i pozwalanie sobie na realizację własnych potrzeb. Jestem szczesliwsza i dzieci to czują :). 

1 - 3 miesiąc my rodzice przyzwyczajamy się do nowej sytuacji nabieramy wprawy, oswajamy się, układamy życie na nowo. Z mojej perspektywy najtrudniejsze emocjonalnie, choć dzidziuś dużo śpi.
Gdy karmimy jesteśmy maksymalnie przywiązane, oczywiście odciągałam mleko, ale nie oszukujmy się wyjścia z domu trwały maksymalnie 3 godziny.
(Raz w akcie rozpaczy pojechałam z Krakowa do Warszawy na koncert Pink Floydów to było moje marzenie gdy byłam jeszcze nastolatką, więc nie mogłam odpuścić. Nie było mnie 13 godzin. Było warto, ale stres miałam taki, że jak wracałam w środku nocy spać mi się nie chciało do następnej doby).
3-6 miesięcy jest już z górki, dużo wiemy, lepiej znamy już maluszka. Jesteśmy mocniejsze i stabilniejsze, choć dzidziuś zaczyna być coraz dłużej aktywny w ciągu dnia. Czyli każdy czas ma swoje plusy i minusy.

Ja mam 1 wniosek - próbować wyluzować, robić wszystko co potrzeba, ale nie schizować, jak np. przyjdą goście to wypraszać ich o 19:00, bo o 19:15 kąpiemy dziecko, lepiej posiedzieć i pogadać o głupotach a malucha wykąpać co 2 dni :) ( to rada od wyluzowanej położnej )

czwartek, 2 stycznia 2014

Magia Świąt kontra ciemna moc przygotowań


Magda
Święta się wyjątkowe, mają w sobie tą moc i magię i radość. Ja uwielbiam ten czas, a teraz kiedy mam dzieci podwójnie zależy mi na przekazaniu tradycji związanych ze Świętami, dlatego np. zaczęłam robić tradycyjną kutie z ziarna pszenicy i świeżo zmielonego maku ( choć u nie w domu nigdy jej nie przygotowywano ).

Ale wróćmy do przygotowań
Czy nie zdarzył się wam przed świętami taki moment totalnego przesilenia? Ocierasz pot z czoła lepiąc 200-tne uszko, dzieci właśnie stłukły ręcznie malowane bombki, mąż zaginął w korkach w drodze po ostatnie zakupy właśnie wtedy gdy tak przydałaby ci się pomocna dłoń, kurier spóźnia się z przesyłką najważniejszego prezentu, firanki jeszcze nie powieszone, a tu teściowe pukają z wizytą...
 No coś w tym stylu...
Ja żeby nie zwariować najlepiej wyładowuję toksyny gadając, więc założyłam słuchawki i rozpoczęłam miły maraton składania życzeń bliskim mi osobom. I wiecie co okazało się, że takie emocje są w każdym domu, kiedy życzyłam ze śmiechem, żeby było jak najmniej napięć i przesileń w czasie przygotować do Świąt, to zwykle po drugiej stronie słuchawki pojawiało się westchnienie i kilka historii o planach małżeńskiej zbrodni.

Widzicie to jest normalne :), a nie że ja nie radzę sobie z emocjami... czy coś !!!


środa, 4 grudnia 2013

Dziewiętnasty tydzień - wyzwania podwójnej mamy



...maluch ma pełne ręce roboty, a mama???
Magda
Mówi się, że z drugim dzieckiem jest łatwiej i z tym zgadzam się w 100 procentach, ale ktoś zapomniał dodać "ale z dwójką trudniej". Z kolei Tomasz Terlikowski sprawca już prawie 5 dzieci podsumował to to podczas wywiadu promującego wydanie poradnika małżeńskiego:
"Jedno dziecko - jesteśmy nadopiekuńczy, cała energia poświęcona dziecku, nie można złapać zakrętu
Dwoje dzieci - najgorsza wersja bo próbujemy starszemu wynagrodzić fakt posiadania nowego brata czy siostry, żeby czasem nie czuło się pokrzywdzone, a nowemu dziecku chcemy zapewnić opiekę na tym samym poziomie jak pierworodnemu gdy było małe.
Troje dzieci - już nie ma szans na pogodzenie wszystkich oczekiwań wobec siebie i bycia rodzicem doskonałym i luzujemy ...."
coś w tym jest :)
Czworo dzieci - to już poza zasięgiem mojej wyobraźni....

Dlaczego ja myślę, że z dwójką trudniej? Wyobraźmy sobie tak proste codzienne zadanie, jak odebranie przedszkolaka z przedszkola. Temat nie wart zachodu, a tymczasem....

wtorek, 3 grudnia 2013

Osiemnasty tydzień - mama gimnastykuje umysł


Magda

Rozpoczynam piąty miesiąc w domu. Chyba czas najwyższy przyzwyczaić się do nowej rzeczywistości. Umeblowałam ją sobie całkiem zgrabnie:
- spotkaniami ze znajomymi,
- ciekawymi wydarzeniami kulturalnymi,
- kijami ( czyli nordic walking - ale temu poświęciłam inny wpis Szesnasty tydzień - mama ćwiczy
Tutaj w ramach sprostowania muszę dodać, że główne wyposażenie mojego życia to pranie, prasowanie, gotowanie itp, a tylko dekoracje to wyżej wymienione kwestie, ale czasem staram sobie wmówić ze jest inaczej :) :) :) !!!

Jedna sprawa nie daje mi jednak ciągle spokoju -zadaję sobie pytanie -Jak, jak,? JAK? w codziennym natłoku domowych czynności, podczas heroicznej walki z bałaganem, wyżywania się na plamach zaprojektowanych przez dobrze odżywioną córuchnę (na dolnej partii pajacyków ) mogę wykorzystywać mój mózg, a jednocześnie nie popaść w myślówki z tematem przewodnim - analiza minionych zdarzeń. I wiecie co, wreszcie mnie olśniło, to żadne odkrycie, wszyscy to wiemy, ale pytanie CZY PRAKTYKUJEMY? :) Przecież mogę słuchać audiobooki!!!
Wymyśliłam to jeszcze będąc w ciąży, nawet się przygotowałam i ściągnęłam od kolegi 10, dzieeeesięEEEEEć pozycji. Minęło 4 miesiące, a ja wreszcie realizuję ( o ironią zaczęłam od słuchania książki - jak nie odwlekać spraw hahah ). Zresztą bardzo ciekawa książka - pt.: Zjedz tę żabę, autor: Brian Tracy. Gorąco polecam. Teraz np. prasowanie ma całkiem inny wymiar bo każda czynność ma w sobie - to coś- czyli 2 w 1. Cokolwiek robię, w słuchawkach słyszę czytaną książkę. A jeszcze niedawno uważałam, że czytanie to luksus tych, którzy mają czas. Nic podobnego to tylko kwestia organizacji.

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Siedemnasty tydzień - urlop rodzicielski?


od marca 2014 wracamy do pracy
Magda
Czasem są takie momenty, gdy dzień do dnia jest bardzo podobny, że chciałoby się zerwać rano, ubrać, narzucić make up na twarz, trzasnąć drzwiami i pojechać do pracy. Zmienić okoliczności, popatrzeć szerzej, skoncentrować się na innych wyzwaniach, złapać dystans i wymienić domowe obowiązki na bardziej ambitne zadania. Ale jednocześnie nie chciałabym rezygnować z bycia z Martynką, dlatego gdy stoję przed decyzją o urlopie rodzicielskim wybór może być tylko jeden - skorzystać :). Może nie w pełnym wymiarze 26 tygodni, ale przynajmniej 8 tygodni, wtedy w połączeniu z zaległym urlopem wypoczynkowym będę z malutką do końca 10-tego miesiąca - to "prawie" rok. Ale ta decyzja wcale nie jest tak prosta, bo obok priorytetowych potrzeb mamy i dziecka jest również kwestia pracodawcy z którym mówiąc kolokwialnie "trzeba się dogadać".

Wniosek o urlop już wysłany, ludzka twarz mojego pracodawcy pokiwała głową na znak akceptacji:) Cieszę się, że nie musiałam wyrywać z gardła mojego prawa. Na pewno nie wygląda to tak różowo w innych firmach.

ps: gdzieś mi się zapodziała Gosia - współautorka bloga. 
Ktokolwiek widział ktokolwiek wie niech się odezwie  .................

piątek, 29 listopada 2013

Szesnasty tydzień - mama ćwiczy

gdybyśmy biegały takie widoki byśmy oglądały ...

Magda

Chyba każdą z nas to dopada po ciąży - chęć, żeby pracować nad swoim ciałem, żeby po pierwsze upodobniło się do siebie sprzed 9 miesięcy, a po drugie nawet przybrało lepsze "ja", no bo skoro ma nas to tyle kosztować wysiłku to niech już te rezultaty powalą na łopatki KAŻDEGO.
Po pierwsze nasze lustro, po drugie nasze koleżanki, a męża czy partnera to my już same zmusimy, żeby go nasz olśniewający wygląd powalił, wręcz przydusił  i dusił tak długo, aż z przyduszonego gardła wyjdzie równie olśniewający jak my  i oczywiście spontaniczny i naturalny najprawdziwszy KOMPLEMENT :)

To już ustalone co chcemy osiągnąć bo najważniejszy jest cel, teraz tylko trzeba dobrać środki.
Zaczęłam dobór.
1. Wpadła mi w ręce płyta -idealny brzuch w 10 min dziennie.
No rewelacja, co to jest 10 min, wypicie 1 kawy, dłuzsze spojrzenie w okno, 1/10 rozmowy telefonicznej. No nic. Dam radę. Zbierałam się tydzień, włączyłam płytę. najbardziej podobały mi się pierwsze wykładowe minuty ( ciekawe czy są wliczone w te 10 min ??? ). Potem zaczęła się część praktyczna. Qurcze Einstein miał rację"czas to pojęcie względne", te 10 min, nagle zmieniło się w jakąś niekończącą się gehennę.
Jakimś cudem doszłam do końca, ale stwierdziłam, że też ćwiczenia nie są dla mnie, dlatego

czwartek, 3 października 2013

Piętnasty tydzień - szpitalne koleżanki



Magda
Byłam w galerii handlowej - a jak się przyjrzysz dokładnie okazuje się, że to taki wybieg dla mam z dziećmi. Nie wieje, nie pada, można napić się kawy, przewinąć malucha w wygodnej toalecie, nakarmić w pokoju dla mam. W mieście takie miejsca są rozstrzelone w odległościach świetlnych.
Ale nie o tym chciałam pisać.
Wsiadłam do windy w której była już a jakże mama z bobasem, a że i ja wybrałam się z maluchem na "wybieg" zagadnęłam do współtowarzyszki, więc gdy wyszłyśmy z windy znałyśmy już parametry naszych dzieci i przeszłyśmy do wątku pt: radzenie sobie na urlopie macierzyńskim. Gdy podzieliłam się informacją, że poznałam w szpitalu fajne babki a z jedną z nich stanowimy dla siebie grupę wsparcia Nowa Koleżanka westchnęła - qurcze nie pomyslałam żeby w szpitalu kogoś poznać, a teraz czuje się "cholernie samotna".

No właśnie to naprawdę dobra rada - warto w szpitalu poznać kobitki o podobnej energii jak nasza, które będą nas rozumieć lepiej niż ktokolwiek inny zwłaszcza podczas pierwszych tygodni, gdy sporo stresu kosztuje nas zrozumienie mowy maluszka. Poza tym nikt inny lepiej nie będzie znał tych stanów emocjonalnych w których jesteśmy po porodzie, gdy jeszcze hormony grają pierwsze skrzypce. Możliwość chwycenia za telefon i połączenia się z babeczką, która przeżywa dokładnie to co my JEST BEZCENNE!!!









poniedziałek, 30 września 2013

Czternasty tydzień - w symbiozie z dzieckiem

Magda
Jest dobrze, Martyna ma stabilność emocjonalną, albo jej mama a córci się tylko udziela :). Płacze najczęściej gdy jest głodna i wtedy nie da się jej ignorować. Uwielbia jeść co widać na siatce centylowej.
Dobry moment, chyba najlepszy patrząc na wszystkie poprzednie tygodnie. Trzeba się cieszyć, bo stała jest tylko zmiana :) i pewnie w każdej chwili może wyłonić się widmo wyżynających się ząbków, a wtedy stabilność emocjonalna stanie się tęsknym wspomnieniem

Gosia
Nawet powiedziała bym cudownie jest. Czasem doskwiera kręgosłup " fizyczny", ale to niec....kiedyś minie. Na stare lata może być gorzej....więc trzeba ćwiczyć i dbać o stan fizyczny.......cyt:
"w zdrowym ciele zdrowy duch"

niedziela, 22 września 2013

Dwunasty tydzień - sexy mamą być

Magda
Jest godzina 23:23, siedzę przed laptopem i tworze wpis na bloga. Patrząc na mnie - widzisz zupełnie statyczną sytuację. Siedzi sobie kobita całkiem sztywno na krześle i stuka w klawiaturę.
Nic bardziej mylnego !!! -  w mojej głowie właśnie trwa walka z lodówką :). W jej wnętrzu czają się przepyszne mini babeczki z masą i owocami. Są takie kolorowe i wyglądają tak lekko no i z owcami więc samo zdrowie. Zjeść, czy nie zjeść ?. Miałam już nie jeść słodyczy, miałam nie jeść tak późno, miałam ćwiczyć brzuch, miałam .....  ale mogę przecież przesunąć termin realizacji na jutro a dzisiaj jeszcze mogę.... no tak, ale ten termin przesuwam od miesiąca :(. Dobra zjem jogurt z czekoladowymi płatkami. Przestanie mi się chcieć czegoś naprawdę słodkiego, a jagurcik to takie niby nic.
Momencik
No pyszny, ale mało .... a te babeczki ciągle tam są i są naprawdę małe, nie takie duże z wielką porcją ciężkiego kremu i jednym owocem, żeby zagłuszyć wyrzuty sumienia, tylko takie mini,mini. Jest nawet szansa, że moja tkanka tłuszczowa się nie zorientuje, że dostała zapasy ... qurcze nie skończę tego wpisu jak nie zjem.....
Idę
Połknęłam
Teraz mi lepiej tzn. bardzo słodko, ale wyrzuty za chwilę mnie zabiją. Jest 23:40 !!!. To może skończę pisać,a potem niech wyrzuty robią ze mną co chcą.
Zrobiłam wam tylko zdjęcie babeczki, żebyście wiedzieli że była tego warta hahaha :)




Qurcze jak tu być sexy mamą, jak człowiek tyle czasu spędza w towarzystwie lodówki, czy nie zauważyliście, że w domu wszystkie drogi prowadzą właśnie do niej ????
A do tego te wypadające włosy... Ja wiem, że mają prawo wypadać, że w ciąży ten proces był zahamowany i teraz organizm pozbywa się ich nadmiaru tylko u siebie to ja żadnego nadmiaru od jakiś 10 lat nie widziałam !

Gosia wiem że ciebie jakimś cudem natura oszczędza i włosów na głowie masz całe stado, a jak z innymi atrybutami sexy mamy?


Gosia

Ja oczywiście znam wiele kryminalnych wydarzeń z przestępczynią "lodówą" i staram się o nich zapomnieć...choć na karcie historii ( moje boczki) pewnie sporo jeszcze widać....
Trzeba być sexy mamą i już.
Sexy mama - to dla dobrego nastroju swojego i otoczenia które ma być piękne.
Gdybyście widzieli Madzię - to naprawdę fajna laska....no cóż piszę ja ...kobieta i nie dziwcie się...., bo to naturalne, że trzeba się od czasu do czasu dowartościować uwagami od innych kobiet....jak się pięknie wygląda....hi hi ho.
Dostałam od Madzi piękną sukienkę rozmiar 38 i płaszczyk rozmiar 36....na początku ...minęło kilka tygodni jest nieźle ...wchodzę. Miałam target by do Chrztu Julci zmieścić się w ową kieckę i dałam radę.
......jedna mała poprawka... płaszczyk trochę w cycach przyciasnawy....ale to raczej atut młodych karmiących MAM:-)


czwartek, 29 sierpnia 2013

Dziesiąty tydzień - o zazdrości rodzeństwa słów kilka

Małgosia 


Zabawne....bo posty piszę przeważnie, po Madzi.... Teraz pierwszy raz piszę przed.... tak mnie Madzia zmotywowała.
W sumie potrzebny jest mi kopniak "motywator" tak od czasu do czasu....i widać postępy:-)

A teraz o zazdrości rodzeństwa.
Kacperek ma 8 lat i nie bardzo rozumiał co to znaczy zazdrość o Julcię.. mówi, że teraz Mama i Tata kochają Nas po połowie.
Jak Julci daję cyca - to Kacperek też chce się przytulać..to tyle z moich obserwacji mogących stwierdzić...że pojawia się u Kacperka uczucie zazdrości.
Na razie więc jest spokój....ciekawe jak to będzie - jak Julcia zacznie chodzić i bawić się zabawkami Kacperka....wrócę więc do tego wątku w odpowiednim czasie:-)

Magda

U mnie Marcel okazuje zazdrość podrecznikowo, od udawania, że nie potrafi sam zjeść obiadu, czy się ubrać, przez tak serdeczne okazywanie uczuć w postaci mocnych uścisków - tak mocnych, że kończą się zakleszczenie dłoni na rączce czy nóżce Martyny. Zwykle gdy ktoś pyta,.... jaki jest Marcel dla siostrzyczki ? Odpowiadam - Kocha ją tak mocno, że aż STRACH, a potem ściszam głos, żeby bohater zdarzeń nie słyszał i dodaję - zostawić ich razem w jednym pokoju. I faktycznie nigdy tego nie robię, ani na moment nie zostawiam ich razem sam na sam.

Widzę jak mocne targają nim uczucia, jak bardzo chce być kochanym starszym bratem, ale coś mu nie powala. Jak widzi, że ktoś jest stale przytulany przez jego ukochaną mamę, to przestaje panować nad zachowaniem. Dodatkowo w lipcu i sierpniu nie chodzi do przedszkola, bo nie chciałam wysłać go na dyżury do innych przedszkoli - przecież jestem w domu.... Naiwnie myślałam, że spędzimy razem czas, aby Marcel będzie miał okazję zżyć się z siostrą. Jednak taka ilość czasu spędzonego w domu jest przytłaczająca. Marcel o poranku jest idealny, gdy tylko siostra się obudzi biegnie do niej i jest jak na amerykańskich filmach - mówi, że ją kocha, że ja obroni przed wilkiem, żeby się nie bała bo on tu jest obok, no serce matczyne się raduje, ale mija czas i ...........Marcel zaczyna się nudzić, mama zajęta pielęgnacją niemowlaka, więc próbuje zwrócić na siebie uwagę psocąc na każdym kroku. Ufff, czasem mam dość... czy to się zmieni?  Czekam na wrzesień i początek roku szkolnego.

wtorek, 27 sierpnia 2013

DRUGI MIESIĄC PODSUMOWANIE





W drugim miesiącu można złapać oddech:


1. Dłuższe stają się odstępy pomiędzy karmieniami. Gdy w pierwszym miesiącu Martynkę przystawiałam do piersi nawet co pół, czy co godzinę i marzyłam, żeby to były odstępy przynajmniej 2-godzinne. Teraz jest to już praaaaaaawie standard.
2. Samo karmienie trwa krócej, bo malutka już nie usypia co 5 minut ( to niestety ze szkodą na czytaniu )
3. Kupki nie są tak często, zwłaszcza to da się zauważyć, gdy dzidziuś po każdym karmieniu zostawia znamienny ślad :) i ilość pieluch w ciągu doby to kilkanaście sztuk
4. My jesteśmy pewniejsze we wszystkich zabiegach pielęgnacyjnych: kąpiel, przewijanie, mycie pupy pod kranem, ubieranie ... wszystko zajmuje nieco mniej czasu bo wykonujemy te czynności sprawniej
5. Można nabrać coraz większej wprawy w wykonywaniu kliku czynności jednocześnie: gdy rozmawiamy przez telefon koniecznie używając słuchawek, wtedy ręce są wolne, więc jedną można opiekować się dzieckiem, a drugą: gotujemy, sprzątamy, załączamy pranie itp.

A co w duszy gra?

Magda
Ja przyjęłam parę zasad, żeby stymulować moją radość życia:

  • W ciągu tygodnia muszę spotkać się z przyjaciółmi, znajomymi, żeby się nagadać, naładować akumulatory nową energią, zmobilizować do porządniejszego wysprzątania domu, zrobienia makijażu i paznokci haha :). Żeby porozmawiać o tym co w kulturze piszczy, wymienić się filmami itd.
    A czasem towarzystwo potrafi zmęczyć i wtedy o wiele lepiej smakuje "samotność" w domu. Powiem tak - każda metoda jest dobra, żeby czuć się dobrze i przekazywać pozytywne nastawienie maluchowi.
  • Może to smutne, ale staram się nie czekać na męża aż wróci z pracy. Oczywiście, że chciałabym żeby wrócił jak najszybciej i wsparł mnie w domowych obowiązkach, ale ponieważ wiem, że nie wróci o 15tej, ani nawet 18tej żyję tak, aby nie wyczekiwać na niego w oknie i liczyć czas do powrotu, a potem wyrzucać na niego emocje całego dnia. Ten blog ma zbawienny wpływ na realizację tej zasady, ale również, czytanie ( staram się mieć bogate życie wewnętrzne :) ) i oczywiście realizacja zasady numer 1 ( patrz wyżej  : ) )
  • Prowadzę kalendarz, gdzie zapisuję sprawy do załatwienia - inne niż domowe pielesze, które kiedyś leżały odłogiem, a teraz mogę je zrobić pod warunkiem, że się zmobilizuję i takie zapisanie na kartce świetnie w tym pomaga, a jak dużo frajdy daje gdy mogę już taką "sprawę" wykreślić. Wtedy czuję, że zrobiłam coś pożytecznego i innego niż pranie, prasowanie i sprzątanie. To po prostu trzeba zrobić, trudno tym zaimponować nawet samej sobie.
Ciekawe jak inne mamy symulują swoje szczęście ???

ps: i nie można zapomnieć o wygospodarowaniu chwili na filiżankę kawy ...

Gosia

Mój kamień węgielny to po prostu "miłość"- to może banalne, ale jest to moja rodzina, mój przyjaciel i kilka osób które uwielbiam.
Moje otoczenie, które sama tworzę sprawie mi się chce:-) po prostu żyć.

1. Dzień zaczynam od kawki...
2. Śniadanko i takie tam rodzinne wstawanie układanie poduszek itp.
3. Kilka miłych telefonów...obrabianie kalendarza :-) i ustalanie planu dnia.
4. Bywa czasem, że u mnie w domu w danym dniu nie ma gości:-) choć to sporadyczne - bo dom jest otwarty dla Nich z całą moją serdecznością.
...cdn

poniedziałek, 22 lipca 2013

Piąty tydzień - skąd ten płacz?


Magda
Tak obawiałam się kolek i myślałam, że jak ich nie będzie to macierzyństwo stanie się tylko przyjemnością - naiwna ja :). Martyna cały dzień wisi na cycu, ciągle czegoś chce, marudzeniom nie ma końca. Znów sięgam po tabele płaczu w książce Tracy Hogg, próbuje rozróżnić sposoby płaczu, żeby wiedzieć w czym rzecz.... ale słyszę tylko ciągle lalalalalalalala - a to oznacza głód, a przecież nie może być głodna cały czas. Marcel - straszy brat komentuje - no nie znowu chce żeby otworzyć jej "restaurację". Gdy przychodzą koleżanki, to żeby porozmawiać wkładam malutkiej pierś do buzi i ta sobie tak ssie i ssie .... Wcale nie uspokaja jej noszenie czy kołysanie na rękach. Działa tylko zapach mamy i ssanie. Próbuję dawać smoczek i przytulać, ale ta alternatywa nie zdaje egzaminu.
I wiecie co ??? Mój mąż, który ciągle powtarzał - daj jej butelkę !!! miał racje. W końcu podjęłam tą decyzję i dałam jej mleko modyfikowane. Martynka wypiła i przespała 4 godziny. NIESAMOWITE !!! To była dobra decyzja, wiem że są minusy takiego dokarmiania, ale jeżeli malutka jest spokojna i wesoła, je równie chętnie z piersi i butelki, to dlaczego nie skorzystać z takiej opcji?

Małgosia
Moja mleczarnia wystarcza,  choć musiałam podać kropelki na trawienie laktozy DELOCOL (są super) - poleciła mi je Madzia.
Nie jestem na diecie - jem wszystkiego po trochę ( oprócz coli, czekolady i grochu z kapustą).
Jedynie pojawiają się kłopoty z cycami - bo mam jeszcze za dużo pokarmu ( ponoć to przejdzie)
 Próbowałam powstrzymać się z karmieniem - dając buteleczkę mleka modyfikowanego - ale Julcia zwróciła całą zawartość na koszulkę Męża:-)....to znaczy że chce cyca! i już!
Matka wariatka ze mnie...testuję różna rozwiązania:-)
Madzia pożyczyła mi książkę Tracy Hogg o mowie niemowlaków - polecam!!!  ciekawa:-)

sobota, 20 lipca 2013

PIERWSZY MIESIĄC - PODSUMOWANIE

Pierwszy miesiąc jak wszystko co robi się pierwszy raz w życiu jest pełny niespodzianek, ale przy drugim dziecku zauważyłam pewną prawidłowość.


I etap - 1,2 tydzień

Pierwsze dwa tygodnie maluszek jest jeszcze "nieobecny" faktycznie przesypia całe dnie i noce, widzi się go właściwie stale z zamkniętymi oczkami. Nic mu nie przeszkadza, ani głośna muzyka, intensywne rozmowy, hałasy w kuchni. Wtedy można uwierzyć, że da się zastosować wszystkie porady z mądrych książek, nasze dziecko będzie zasypiało bez kołysania, lulania, śpiewania. Ja uwierzyłam haha :) i to dwa razy! 

II etap - 3,4 tydzień

Potem to się zmienia, bo w drugim i trzecim tygodniu coraz dłuższe są aktywności pomiędzy drzemkami i ta tendencja już taka pozostanie. Najlepiej wtedy wykorzystać czas na odpoczynek, bo wstawanie nocne pozbawia sił, a potem powoduje obniżenie nastroju. 

Samopoczucie mamy

Zmienia się również aktywność znajomych po lawinie zainteresowania, gratulacjach wszyscy powoli wracają do swojego krwiobiegu, a my mamy na macierzyńskim zostajemy same.... bo kiedy potrzebujemy towarzystwa nasi przyjaciele pracują. Poza tym wydaje im się, że będą przeszkadzać nam w przewijaniu, karmieniu ... A ja właśnie chciałam, żeby przeszkadzali, bo ta monotonia nagle zaczyna przygniatać, ciągle wisimy z piersią na zewnątrz, nie odróżniamy dnia od nocy, tracimy świadomość - jaki jest dzień tygodnia. Jest jeszcze coś - wszyscy oczekują, że będziesz szczęśliwą ćwierkająca nad urokami maluszka mamą, tym czasem choć radość z maluszka jest ogromna, szczęście zaczyna wypuszczać powietrze, bo brakuje innych bodźców, które go napełniają. Ja jako beznadziejny ekstrawertyk ładujący baterie przez kontakt z ludźmi jestem skazana na porażkę, no chyba, że tak to zorganizuję, że będę mieć stały dopływ "ENERGII".

Porady
Kropelki Delicol - można podawać już od 1 dnia życia, ja zaczęłam podawać w 3 tygodniu, bo wtedy zaczęły się gazy u Martynki i dużo płakała już po 2 dniach podawania, córeczka poczuła dużą ulgę. Doradziła mi je położna i jestem jej bardzo wdzięczna. Sama pewnie nie podjęłabym takiej decyzji bo jestem przeciwna faszerowaniem dziecka chemią, ale te kropelki są naturalne. Trzeba jeszcze zwrócić uwagę na cenę kropelek, bo w aptekach kosztują od 20 do 50 zł, warto więc zapytać w kilku.
Pieluszki - mercedesem są pampersy, ale wiadomo, że mają swoją cenę. Synek używał tylko tych, bo inne go uczulały, natomiast Martynka nie ma tak wrażliwej skóry i odkryciem są pieluchy DADA w Biedronce - bardzo ładnie wykonane, mięciutkie w super cenie.
Odwiedziny położnej - pamiętajcie, że przysługuje nam 6 takich wizyt, a często przychodnie realizuję tylko jedną lub dwie.

czwartek, 4 lipca 2013

Czwarty tydzień - jak być kobietą, a nie mleczarnią?


Magda
Gdy byłyśmy w szpitalu, jeden z lekarzy podczas pochodu był wyjątkowo "dowcipny" i przywitał nas na dzień dobry - jak się macie MLECZARNIE? Popatrzyłyśmy na siebie z Gosią znacząco, qurcze słaby ten dowcip. I nadal tak uważam, jeśli chodzi o jakość żartu natomiast faktycznie czuję się jak mleczarnia ciągle z wyciągniętą aparaturą. Cieszę się, że mój kochany ssaczek ma taki apetyt, ale jak tu być KOBIETĄ? To że jestem matką i mała torebka już nigdy nie będzie dla mnie wystaczająco pojemna ;) nie oznacza, że chcę być dodatkiem do moich dzieci, ale jak się jest w domu to mam wrażenie że dosłownie zatrudniono mnie jako "obsługującą dzieci". Martynka ciągle marudzi i czegoś chce, gdy wyczepię mój arsenał: masowanie, przewijanie, witaminki, noszenie, wożenie w wózku, lulanie, głaskanie, śpiewanie, a poprawy nie ma to i to kończy się na cycu, który działa jak koreczek, malutka się uspokaja, ale ja jestem unieruchomiona, a wtedy mój przedszkolak domaga się uwagi prosi, aby poszła coś zobaczyć, bo właśnie wybudował w pokoju super wieżę ...ach.

Małgosia
Cała fabryka mleka - jest u mnie. Faktycznie pamiętam w szpitalu przedmiotowość Pana Doktora. No cóż pewnie sam ma jakieś braki:-)... a może po prostu normalnie podchodzi do rzeczy:-)
W każdym razie jakby ktoś się wstydził "nagości" - takie 2 dni w szpitalu mogą zmienić front:-)
A na pewno u mnie się zmieniło:-)
Tak wzięło mnie na wspominki ze szpitala - to też jest jakiś proces w głowie - jeszcze w czwartym tygodniu się o tym myśli.
 A z moich pragnień - to chcę już chodzić w dżinsach z przed ciąży :-) - taka zwykła rzecz a na razie niedostępna. Już niedługo:-)


środa, 3 lipca 2013

Trzeci tydzień - gorączka odwiedzin


Magda

Przez pierwsze dwa tygodnia były tylko dla nas, musieliśmy zaadoptować się do nowych warunków, przez ostatnie 5 lat żyliśmy w trójkę i nasze życie było wypełnione po brzegi różnymi rytuałami, aktywnościami, każdy miał swoje miejsce w rodzinie, a tutaj pojawia się nowy człowieczek i choć my rodzice przechodzimy to kolejny raz więc wiedzieliśmy czego się spodziewać, mimo wszystko porządek naszego życia ponownie jest wywrócony do góry nogami. Trzeba się w tym odnaleźć.... trzeba przyzwyczaić naszego przedszkolaczka do obecności siostry i oszczedzac mu tych wszystkich zachwytów, rodziny i znajomych nad maleństwem, żeby nie potęgować zazdrości - ale myślę, że temu wątkowi - ZAZDROŚCI - poświęcimy kolejny post.

W trzecim tygodniu otworzyliśmy drzwi na gości :). Bardzo już tego potrzebowałam, bo po erupcji gratulacji pomału telefon zaczął stygnąć. Znajomi nie chcą przeszkadzać myśląc że na pewno jesteś w trakcie karmienia, przewijania, uspokajania malucha itp. Wiele w tym prawdy, ale trudno być zapomnianym przez świat. Wpadają w odwiedziny, jest miło, są upominki, pogawędka, słuchasz o ich wyjazdach służbowych, wypadach na koncerty, do kina, na imprezę, a potem każdy wraca do swojego krwioobiegu, w którym nas już nie ma. Moja rzeczywistość jest kompletnie inna od tej, którą mają pracujące koleżanki. Myślę, że jedynym sposobem, żeby nie czuć się osamotnionym jest zbudowanie sobie nowego światka. Poznać sąsiadki, zacieśnić relacje z mamami dzieci z przedszkola synka i tymi, które są na urlopach macierzyńskich.

Dobrze, że mam Gosię :) ona "jest w pieluchach" tak jak ja, ale ten temat nie pochłania 90% naszych rozmów. Takich osób mi trzeba ! Bo gadanie w kółko o kupkach i pieluchach lekko odmóżdża :), z drugiej strony jest niezbędne ......


Małgosia

Zgadzam się z Madzią - o "kupkach można trochę"  - reszta to oddech normalności o "życiu", gotowaniu itp.:-)... Ważne by był ktoś, kto ma czas i przestrzeń taką jak "Ty"

Mój spokój domowy jeszcze trwa....Braciszek Julci jest zachwycony Siostrą ( na I pada ściąga jej gierki:-) -  "może kiedyś zagra", "wszystkiego Ją nauczę" - mówi Kacperek

Jest naprawdę spokojnie  - to taki przełom w moim życiu. Do tej pory praca zajmowała mi ogrom czasu, a do tego moja pasja.....Praca została w tyle, została pasja i nowe perspektywy, nowi ludzie.
Fajnie mieć swój nowy świat....bardzo go lubię, a do tego wszystkiego jest Madzia, która pokazuje nowe horyzonty:-)
Dobrze by mieć możliwość, choćby na razie tylko w głowie pójść z Kimś wartościowym na kawkę:-)
( jak się karmi piersią można jedną dziennie:-)...uf to dobrze:-)
Jestem ciekawa co będzie dalej....

wtorek, 2 lipca 2013

Drugi tydzień - moje dziecko jest aniołkiem?



Magda
Martynka nadal odsypia poród, śpi i je, nic jej nie przeszkadza, można słuchać AC/DC z maksymalną dawką decybeli, bardzo głośno hałasować ( mój starszy synek doskonale potrafi generować takie hałasy ) a ona jak aniołek grzecznie śpi. Do mnie przyjechała mama ( polecam pomocną dłoń właśnie w tym okresie ) bo u mnie pojawiła się już silna potrzeba wyrwania z domu. Na szczęście tym razem nie byłam szyta, więc mogłam usiąść, tylko kość ogonowa tempo bolała, ale jak zacisnęłam zęby mogłam wskoczyć w samochód i pojechać choćby na zakupy ( czas limitowany do max 3 godz. nieobecności ) No wiem - cóż za atrakcja?, ale mnie cieszyła i łatwiej adoptowałam się do tego siedzącego trybu życia. Wiedziałam, że mama sobie poradzi, gdyby malutka się obudziła, ale zwykle twardo spała 3 godziny. Doświadczenie mi jednak podpowiadało, że to standard w drugim tygodniu, a potem maluszek zacznie "budzić się" do bardziej aktywnego życia. U mojego starszego synka było podobnie a potem zaczęły się kolki i trwały do końca czwartego miesiąca. Będę jednak dobrej myśli ...

Małgosia
Julcia jest bardzo grzeczna, dostała pierwsza zabawkę - gra jej kołysanki..... Ja częściej Jej śpiewam - jeszcze nie wiem czy je lubi...ale jak byłam w ciąży też Jej śpiewałam:-) i usypiała:-)
W domu się układa nowy grafik:-).  Ja marzę o tym by zabrać się z dzieciakami do mamy i trochę odpocząć.
Tak czy inaczej znów moje życie układa się po nowemu. Duża zmiana - dwoje dzieci wymaga naprawdę super grafiku.
Zobaczymy jak będzie dalej:-)

Pierwszy tydzień - powrót do domu


Magda
Wracamy do domu!!!, jak to miło brzmi. Pakuję z radością rzeczy, tym bardziej, ze nie ma już Gosi z sąsiedniego łóżka a wprowadziła się nowa osoba z którą relacje trudno nawet porównywać do tej, która powstała ze współautorką tego bloga :). Jeszcze tylko odbiór dokumentów dziecka i moich i moja Martyna rozpoczęła pierwszą podróż w swoim życiu no może drugą :), ale pierwszą samochodem. Takiego bobaska wystarcza nakarmić przed wyjazdem i mamy 99% prawdopodobieństwa że prześpi tą ekscytującą dla całej rodziny wycieczkę. Co już nie jest takie pewne parę tygodni później. Ja raczej obolała z trudem znosiłam każdą dziurę w drodze .....

Wiesz Gosia podzielę się pewną refleksją - głupio mi pisać, o tym że miałam niewygodnie jakbym qurcze robiła coś złego, a przecież "przed chwilą" urodziłam dziecko i bez znieczulenia przyjmowałam ten masakryczy ból w milczeniu. Jak myślisz z czego to się bierze? Może ja nie jestem Polką skoro nie potrafię narzekać? aaaaaaaaaaaaa.... chyba już wiem dlaczego jestem Matka
Polka :)

.... to żeby dopełnić narzekanie z wyrzutami sumienia dodam, że gdy dotarłam do domu, usiadłam na sofie to poczułam, że nie spałam już bardzo długo. W domu chłopaki - czyli mąż z synem pozostawili "lekki" bałagan, dołożyły się do tego torby ze szpitala, a ja poczułam ogromne zmęczenie i do głowy zapukała myśl - czy ja sobie poradzę z dwójką dzieci?, z domem na głowie? wiecznie pracującym mężem? W 3-cim dniu od porodu miałam co do tego ogromne wątpliwości.

A jak ty poczułaś się, gdy już usiadałaś na kanapie w domu?

Małgosia

Mój powrót do domu był cudny, czekały na nas kwiaty, dla Julci 50 róż białych, a dla mnie 50 róż czerwonych. Grzeniu był przejęty.
Do tego dodam, że właśnie wprowadziliśmy się do nowego domu - więc było trochę zamieszania...takiego pozytywnego oczywiście.
A w szpitalu, jak odebrałam dokumenty - dostałam wyprawkę w okienku (taki przydział szpitalny jak za czasów kartek na mięso:-)) i pojechałam do domku....szkoda mi było, że Cię zostawiłam Madziu.
Wtedy wiedziałam już, że w pewnym sensie spotkałam bardzo podobna osobę do mnie, co jest niesamowite jak można usłyszeć własne myśli w ustach drugiego człowieka:-)....ale czad:-).

A moje "spotkanie z kanapą":
Zasnęłam na niej i wszytko mi było jedno.....taka prawda, trochę egoizmu mi się włączyło.
Mój dzielny małżonek zajmował się w tym czasie Julcią.



poniedziałek, 1 lipca 2013

Poród - cud narodzin





Magda
To była euforia szczęścia, że jest już z nami CÓRECZKA - cała i ZDROWA,… że 10 pkt i źe…. taka śliczna, że poród przebiegł bez powikłań. Ogromna wdzięczność losowi, Bogu, życiu. JESTEM SZCZĘŚCIARĄ !!! Mam cudnego 5-letniego synka a teraz córeczkę. Czego chcieć więcej? Obiecywałam sobie, że nigdy nie wolno mi będzie narzekać i zapomnieć, że to ogromna radość!!
Potem przyszedł czas na serię smsów, mm-mesów, mąż wysłał 200, ja mniej ale i tak nie nadążałam z odpisywaniem potem telefony, każdy zainteresowany, chce znać tysiące szczegółów, taka adrenalina…. Nie mogłam spać przez 3 doby w szpitalu, tyle energii miałam w sobie, choć nie była mi potrzebna, bo taki niemowlaczek cały czas śpi i w zasadzie rzadko widziałam, jak wyglądają jej oczka, bo zwykle były zamknięte. Ten czas spędzony w szpitalu to początek czegoś niezwykłego, ekscytacja i tak mało zajęć. Mogłam do woli patrzeć i patrzeć na ten mały cud - zupełnie mi się to nie nudziło !!!

A jak to wyglądało u ciebie Gosia?

Małgosia

W pamięci mam 2:15 11 maja 2013 :-). Moja Julcia urodziła się właśnie wtedy. Taka cudowna i śliczna ....też 10 pkt:-).
Wierzyłam, że będzie wszystko dobrze i właśnie tak było. Całość trwała 1 godzinę 15 minut, więc gdyby podsumować ten czas to wzbudziłam w sobie intencję, by nie cierpieć nadaremnie...jak mówi mój Przyjaciel.
Poza tym wpatrywałam się przez 2 kolejne doby w moją maliznę czy oddycha i czy ma wszystkie palce. Nawet oglądałam jaki ma kolor oczu...:-), a przecież wiem, że ten kolor oczu się zmienia.
Do tej pory istotka była we mnie...a teraz jest osobno - takie przedziwne uczucie:-)
Poza tym wszystkim w szpitalu spotkałam Ciebie Madziu - co dało mi siłę do niespania....uśmiechu i wspaniałego czasu:-)
Gdybym miała powiedzieć jak sobie poradzić w szpitalu w tak trudnym czasie.....to mieć oparcie w rodzinie i spotkać kogoś na miejscu - w moim przypadku Madzię i po prostu pobyć z Kimś w podobnej sytuacji....i już.